Violetta Wycisk i Lucjan Majcher - I miejsce


Jak krótko opisać historię, którą tworzysz z tą jedyną osobą już od sześciu lat i każdego dnia przekonujesz się coraz bardziej, że chcesz ją już tworzyć do ostatniego dnia życia? Nasza historia, pewnie jak jedna z wielu, a dla nas jedyna, najpiękniejsza, bogata w emocje, przeżycia i ogromną Miłość. Moje urodziny- Sylwester 2010/2011- ja z koleżanką na imprezie, on z bratem na zabawie, w osobnych budynkach, ale dzieli nas odległość kilkunastu kroków. Nagle On wchodzi na imprezę, na której byłam. Znaliśmy się jedynie z widzenia, nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawialiśmy. Podchodzi do mnie, rozmawiamy, nagle ni stąd, ni zowąd, jestem już z nim na zabawie sylwestrowej, cudownie nam się tańczy, wszyscy na nas patrzą, a my wpatrzeni w siebie cieszymy się tańcem. Nie spodziewałam się wtedy, że tak bardzo będę uwielbiała taniec z Nim. Chwilę po 24:00 odjeżdżam z koleżanką do domu, ale długo nie mogę zasnąć. Miałam wtedy 18 lat, to był pierwszy chłopak, z którym przeżyłam taki wieczór. Później były spacery, rozmowy do późnych nocnych godzin, słuchanie muzyki w samochodzie. W końcu po miesiącu zapytał, czy może mnie pocałować- nie zgodziłam się ;) Byłam wtedy jeszcze młoda, nie wiedziałam jak to powinno się potoczyć. Długo się opierałam, on jednak uparcie nie dawał mi spokoju (i bardzo dobrze :)), aż w końcu zgodziłam się, by przyszedł do mnie do domu. Moi rodzice go pokochali, myślę, że Jego rodzice pokochali mnie również. Po paru miesiącach sielanki- jego decyzja- idę do wojska. Rozłąka, pisanie listów, tęsknota i spotkania na przepustkach. Po jakimś czasie pojechałam z jego rodziną na przysięgę wojskową do Torunia. Niesamowite przeżycie, duma, ale przede wszystkim ogromna radość, że w końcu go widzę. Nasz związek przetrwał próbę czasu i odległości, koniec końców po paru latach zdrowie nie pozwoliło mojemu Narzeczonemu na dalszą pracę w wojsku, ale dla nas była to dobra lekcja- zaufania, trwania i pielęgnowania uczuć. Życie było dla nas na przemian cudowne i straszne, ale czyż nie taka jest codzienność? Najpiękniejsze jest to, że wiemy, że możemy na siebie liczyć w zdrowiu i w chorobie, że wiemy, że nikt i nic nie zdoła nas rozdzielić. Przy Nim czuję się bezpiecznie, dba o mnie, a ja o Niego. Małe gesty, wspólnie ugotowany posiłek, czy po prostu szczera rozmowa, dają takiego kopa i chęci do życia, że szczęście możemy nawet rozdawać wszystkim wokół i staramy się to robić!

 

 

Powrót